Ceny w Maroku, czyli sztuka negocjowania

Ceny w Maroku, czyli sztuka negocjowania

Temat cen w Maroku to temat rzeka. Zasadniczo jesteśmy turystami więc niejako jesteśmy predestynowani do zostawienia w odwiedzanym kraju gotówki. I to jest właśnie ciemna strona mocy. My jesteśmy tą jasną, która chce przynajmniej wydawać pieniądze tylko na to na co chcemy a do tego nie przepłacać.

Przechadzając się po większych miastach pełnych turystów takich jak Marrakech albo Agadir jak również turystycznych jak przykładowo Essaouira przywyknąć musimy do faktu, że jesteśmy obserwowani. Jakkolwiek dramatycznie by to nie brzmiało to jest to prawda. Po prostu cały czas jesteśmy na celowniku czujnych oczu sprzedawców, którzy będą do nas machać, wołać nas a niekiedy nawet ciągnąc za rękę. Dla wszystkich będziemy przyjaciółmi, wszyscy będą chcieli właśnie NAM pokazać coś wyjątkowego a na domiar tych uprzejmości wszyscy będą znali kogoś z naszego kraju i warto tu zaznaczy, że nieistotny jest fakt czy jesteśmy z „Poland” czy „Holland”. Przez pierwszy dzień jest to nawet ciekawe. Po prostu pojawiamy się w kraju, w którym ktoś zupełnie obcy interesuje się nami w sposób wyjątkowy.

Początkowo to nieco rozpieszcza nasze ego, jednak problem pojawia się wówczas gdym mamy ochotę załatwić bądź kupić coś naprawdę szybko a tak się po prostu w Maroku nie da. Gdy tylko sprzedawca zwietrzy, że zależy nam na czasie, jego stanowisko negocjacyjne ulegnie ogromnemu wzmocnieniu. Będzie przeciągał w rozmowę w nieskończoność licząc na to, że w końcu machniemy ręką i zapłacimy mu tyle ile sobie zażyczy. Więc tu reguła – nie okazujemy pośpiechu. Oprócz pośpiechu nie można również okazywać zbytniego zainteresowania a już na pewno nie można powiedzieć, że nie widziało się nigdzie takiego przedmiotu jaki ów sprzedawca oferuje. To niemal jak podzielenie swoich portfelowych zasobów przez dwa.

Należy pamiętać, że handel działa na prostej zasadzie „kupić jak najtaniej sprzedać jak najdrożej”. Sprzedawcy będą zapewniali nas o tysiącu wyjątkowych (a do tego fikcyjnych) cech sprzedawanych przedmiotów, wmawiając nam, że nie kupimy tego towaru nigdzie indziej. Skoro więc etyka handlowa pada po stronie oferującego nie powinniśmy mieć najmniejszych skrupułów w stosowaniu podobnych działań po naszej. W skrócie chodzi o to kto bardziej da się zrobić w przysłowiowego balona a mimo tego że szans na wygraną i tak nie mamy (bo nikt nie sprzeda nam produktu po cenie nieopłacalnej) to próbować warto. Zatem po usłyszeniu ceny sprzedawcy wypada wręcz zrobić minę w stylu „doskonały kawał ale strasznie mało śmieszny” a potem powiedzieć, że taka cena nie przejdzie na pewno, podziękować i zacząć oglądać inne rzeczy w sklepie. Nie spotkałem się jeszcze z tym aby sprzedawca nie próbował działać dalej. Gdy już to się stanie i słyszymy „drugą cenę” możemy zacząć targowanie właściwe. Mówimy zatem, że produkt widzieliśmy gdzieś indziej, że widzieliśmy taniej, że jest słabej jakości, że mógłby mieć inne kolory, że jest za duży, za mały, za ciasny, że nie pasuje i ogólnie to w ogóle nie tego szukamy. Rozmowa taka toczy się chwilę a im mniejszą znajomością języka angielskiego dysponuje sprzedawca tym jest ona komiczniejsza (naprawdę warto mieć na taśmie taką negocjacyjną perełkę).

Jeśli chcemy kupić kilka rzeczy zachowajmy argument  w stylu „nie jedna lampka za 100 ale dwie za 150″ na później. Nie dajmy się zrobić też na argumenty że dla nas to tylko 10 dirhamów w tą albo w tamtą. Tu działa „grosz do grosza” a oni rozumieją ten argument bardzo dobrze.
Gdybyśmy przypadkiem osiągnęli satysfakcjonującą nas cenę, może oznaczać to dwie rzeczy:
a) że nam się nie opłaca
b) że można taniej
c)  że wypada nam sie na nią zgodzić by uniknąć nieprzyjemności
d) i że nie możemy zastosować naszej broni ostatecznej

Załóżmy więc sytuację, że porozumienie nie zostało osiągnięte i chcemy by sprzedawca jeszcze zszedł z ceny a nie pomaga już nawet mówienie, że jest to „German price”. Wówczas musimy postawić wszystko na jedną kartę. Pokręcić jeszcze trochę nosem powiedzieć za ile byśmy kupili a potem podziękować za negocjacje i zacząć się oddalać. I tu opcje są dwie:
a) sprzedawca powstrzyma nas przed odejściem
b) sprzedawca nas nie zatrzyma a wówczas okazuje się, że albo jego cena była już akceptowalna albo po prostu mu nie zależy (to dzieje się znacznie rzadziej)

Gdy nas zatrzymuje, negocjacje praktycznie dobiegają końca i wówczas warto obserwować sprzedającego. Im bardziej jest niezadowolony tym bardziej uczciwą cenę wynegocjowaliśmy.

Od wszystkich tych reguł zdarzają się niesłychanie rzadkie wyjątki kiedy to sprzedawca próbuje wprowadzać elementy handlu europejskiego. Takie sklepy są często bardziej uporządkowana a dodatkowo mają często ceny pod produktami lub przynajmniej po zapytaniu o nie słyszymy ofertę 2-3 razy tańszą niż u sklepikarza z głównej ulicy miasta. Wówczas lepsze ceny ugramy tylko w stopniu minimalnym a najprędzej kupując większą ilość towarów.

Dodaj komentarz