Problem z Polskimi drogami

Problem z Polskimi drogami

Miałem ostatnio wątpliwą przyjemność przyjrzeć się naszym, europejskim drogom. Oczywiście nie wszystkim. Na „tapecie” były drogi Czech, Niemiec, Francji no i oczywiście Polski.

Wypadamy zgodnie z oczekiwaniami, czyli słabiutko. I nie chodzi mi o ilość autostrad, a raczej o wykorzystywanie tego co się ma. Wybudowanie nowej drogi to dużo czasu i jeszcze więcej pieniędzy. Zmiana bezmyślnie postawionego znaku to mały koszt i zabieg do wykonania w paręnaście minut, a może usprawnić ruch i zwiększyć przepustowość drogi. W kilku miejscach przed niebezpiecznym skrętem oprócz znaku ostrzegawczego ustawiono ograniczenie prędkości do 50km/h, chociaż zwykłym autem, bez „napinania” przejeżdża się 80km/h. 

Na tej kanwie i wielu innych przykładach zauważam istotny problem „dialektyczny”. Osoby projektujące oznakowanie dróg dotyczące dopuszczalnej prędkości sprawiają wrażenie graniczące z pewnością, że ogarnia je strach, że jak dopuszczą 80km/h to oznacza to, że każdy kierowca, zawsze będzie jechał właśnie z taką prędkością. Nic bardziej mylnego!!

Dowodem są niemieckie autostrady, gdzie przy braku ograniczenia każdy kierowca dowolnie dobiera prędkość. Naszych tam nie brakuje i nie mają z tym problemu. Auta mogące rozwinąć 200 jadą 130 czy 140. To, że dopuścimy gdzieś 100 nie oznacza, że każdy będzie jechał 100. Tam gdzie mamy 50, w warunkach zimowych nie daje się czasami pojechać więcej niż 30.

Zacznijmy traktować kierowców podmiotowo i zostawmy im ostateczną decyzję doboru prędkości, ograniczając się przy stawianiu znaków do miejsc i sytuacji nietypowych i mogących zmylić kierowcę w ocenie. Ograniczenie przed łukiem powinno stać TYLKO tam gdzie np. zakręt w połowie gwałtownie się zacieśnia, lub w trakcie łuku nawierzchnia gwałtownie się przechyla na zewnątrz. Musimy sobie zdać sprawę z tego, że i tak ostateczna decyzja NALEŻY DO KIEROWCY. „Głupi” znak daje tylko przestrzeń do nadużyć dla policji i , pożal się Boże” tzw. straży miejskiej, czy gminnej. Tak tak !!! do nadużyć. Bo czymże jest stawianie przenośnych radarów nie tam gdzie jest zagrożenie RZECZYWISTE, a tam gdzie na prostym, szerokim odcinku ktoś „wymyślił” bzdurne ograniczenie. Wielokrotnie postulowałem ustawienie radaru rano jak rodzice odwożą dzieci do szkoły, pędząc 100 czy więcej po osiedlowych uliczkach. Na Kraśnickiej przy Poczekajce w Lublinie od paru tygodni nie dzieje się nic. Zapomnieli zamówić sygnalizację świetlną więc zablokowali możliwość przejazdu w poprzek. Mamy więc dwupasmówkę z bezkolizyjnymi skrętami w prawo i co ? Cały czas stoi ograniczenie do 30!!! Matoły nawet na Zielonej czy Chmielnej dopuszczacie wyższą prędkość !!! Uczycie więc kierowców, że nie można wam ufać. I jak w końcu stoi znak poprawny to nikt w niego nie wierzy. Teren zabudowany odwoływany jest niezwykle często 150-200m za ostatnimi zabudowaniami co daje kolejną przestrzeń do nadużyć, bo jak dacie tylko „szansę” to policjant na pewno ją wykorzysta.

Ostatnio na Konstantynowie w Lublinie, gdzie na całym osiedlu obowiązuje ograniczenie do 30, jakaś radosna brygada postawiła ograniczenie do 40, podnosząc de facto dopuszczalną maksymalną. (pewnie nie mieli „na wozie” innego). A w ogóle ciekawe co by się stało jakby postawili 80? I jak kierowca może ocenić który znak obowiązuje, a który stoi bezprawnie czyli bez zatwierdzonego projektu.

Nie stawiamy znaków z wystarczającym wyprzedzeniem!! Mamy pod skórą, że kierowca i tak ma jechać POWOLI i w ogóle nie potrzeba go logicznie ostrzegać. A ci PANOWIE chyba i tak nie znają znaczenia tego słowa. Pisałem już o zielonych strzałkach. Tym razem w dodaje zdjęcie z centrum niemieckiego miasta. Oni chyba nie są w Unii Europejskiej bo stosują takie strzałki!!!

Dodaj komentarz